Forum Poezjarozrywka i zycie towarzyskie Strona Główna Poezjarozrywka i zycie towarzyskie
Krótki opis Twojego forum [ustaw w panelu administracyjnym]
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rozdział 02

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Poezjarozrywka i zycie towarzyskie Strona Główna -> Totem Klanu Tygrysa
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lancelotpoeta
Administrator



Dołączył: 20 Sty 2006
Posty: 1173
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:24, 08 Lut 2006    Temat postu: Rozdział 02

Rozdział I w którym poznajemy bohaterów naszej powieści

W karczmie panował typowy dla okresu świąt Zir tłok. Pomieszczenia wypełniał wielobarwny i wielojęzyczny tłum przybyszów z zamorskich krain, kupców, napływających licznie do miasta oszustów, rabusiów oraz przedstawicieli innych mniej lub bardziej podejrzanych profesji.
W powietrzu zapachy pieczonego mięsa, skwaśniałego wina i piwa, mieszały się z zapachem wiszącego u powały sufitu czosnku, odorem niemytych ludzkich ciał oraz z wyziewami stajni odgrodzonej od głównej sali niewielkim drewnianym przepierzeniem.
Pomiędzy solidnymi stołami z dębowych desek, ustawionymi w równych rzędach po obu stronach izby biegał właściciel tego przybytku wciąż donosząc nowe dzbany wina, piwa ,karafki wódki oraz misy pełne pieczonego mięsa i kaszy.
W świetle migających świec, można było zauważyć jak twarze biesiadujących robią się coraz bardziej czerwone a wraz z ilością wypijanych kielichów gwar w izbie wzrastał.
Karczma “Pod Rączym Jeleniem” cieszyła się w mieście zasłużoną złą sławą. Nie było dnia aby nie wywołano tu burdy, nie rozbito komuś nosa czy też wypatroszono nożem wnętrzności. Opowieści o samotnych podróżnych, którzy nie zdążyli wejść do miasta przed zamknięciem bram i zatrzymali się w tej karczmie na noc i których ciała wyławiano później z fosy okalającej miasto, raz za razem obiegały miasto.
Lecz w czasie świąt w mieście wszelkie burdy, bijatyki karane były z jak największą surowością. Każdego kto w tym okresie przelał krew czekała w najlepszym razie perspektywa ukończenia swojego żywota w lochach tutejszego zamku. Nikt nie mógł liczyć na żadną pobłażliwość, ani na to, że uciekając z miasta ocali swoje życie. Kapłani Zir nie darowali nikomu kto naruszył ten zakaz i nie było takiego miejsca na ziemi gdzie człowiek, który dopuścił się tego świętokradztwa, mógł czuć się bezpieczny.
Tak wiec, gdy nastawał okres świat, gdy nieprzebrane tłumy ściągały z całego Imperium i okolicznych królestw do Zir aby oddać cześć Bogini, gdy wszystkie karczmy, gospody kościoły i klasztory zatłoczone były do granic możliwości, również w karczmie “Pod Rączym Jeleniem” oprócz rzezimieszków i osób będących na bakier z prawem spokojnie i bezpiecznie mogli przebywać kupcy i pobożni pielgrzymi.

W samym kącie sali, opodal paleniska na którym piekł się kolejny baran , siedziało troje podróżnych, mężczyzna i dwie kobiety. Ich wygląd, nawet w czas nieświąteczny, budziłby respekt wśród klienteli tej karczmy. Mężczyzna, człowiek w wieku około lat czterdziestu, ubrany był w skórzany, nabijany ćwiekami kaftan opadający mu do połowy ud, krótką szarą spódniczkę i solidne skórzane buty, których podeszwy nabite były żelaznymi gwoźdźmi. Na ogolonej głowie dumnie prezentował się wykłuty czerwona farbą znak wilka...
Twarz mężczyzny, poorana bruzdami, spalona słońcem i stepowym wiatrem, dobitnie świadczyła o tym, iż bliższy mu był gwar i niewygody obozu wojskowego niż luksus i komfort pałacowych salonów. Z jego ruchów i gestów można było wywnioskować, iż przywykł do rozkazywania i biada temu kto by się takiemu rozkazowi sprzeciwił. Obraz tej postaci dopełniał przewieszony przez plecy potężny miecz.
Również ubiór towarzyszących mu kobiet nie wskazywał na to, iż są to damy do towarzystwa. Skórzane nabijane ćwiekami kurtki, krótkie zwisające u ich pasa miecze oraz błękitno-szare barwy pokrywające ich twarze nie pozostawiały złudzeń co do ich profesji i biada temu kto wziąłby je za bezbronne białogłowy.

- Nareszcie będzie można rozprostować kości i spłukać z gardła kurz który w nim się zagnieździł jak wszy na głowie żebrak - rzekł mężczyzna do swoich współtowarzyszek – a jutro skoro świt ruszamy w drogę
- Szkoda – odrzekła czarnowłosa dziewczyna - wiele słyszałam o tym święcie i o odbywających się tu jarmarkach, festynach i zabawach. Chętnie bym została dzień lub dwa. Spieszyć się przecież nie musimy. Misje zakończyliśmy, a jeżeli opóźnimy nasz powrót nic się z tego powodu nie powinno wydarzyć.
- Służba nie drużba, Gosiatriso, naszym obowiązkiem jest jak najszybciej zdać relację Radzie Klanu z wykonania zadania - sucho stwierdził Wizzoteriks.
- Marzę o tym aby w końcu zmyć z siebie brud i położyć się we własnym łóżku - odpowiedziała jasnowłosa dziewczyna – boli mnie tyłek od siedzenia cały dzień w siodle a jutro znów czeka nasz długa droga.
Po tygodniu picia tylko wody , odżywiania się suszonym mięsem i spania na gołej ziemi, kubek wina nawet tak podłego jak w tej karczmie i perspektywa spędzenia dzisiejszej nocy w łóżku (jeżeli to co nam karczmarz zaoferował można nazwać łóżkiem) bardzo poprawia mi nastrój.
- No i oczywiście droga Iguanesso - zachichotała czarnowłosa kobieta - na Twój dobry nastrój wpłynie również to, że ze względu na bardzo zimne noce zapewne nasz regimentarz nie omieszka rozgrzać i rozmasować Twojego zziębniętego i obolałego ciała.
- Nie tylko mojego, Gosiatriso, nie tylko mojego - zripostowała Iguanessa wybuchając gromkim śmiechem.

Iguanessa i Gosiatrisa były jak ogień i woda i być może to przeciwstawność tak je do siebie zbliżyła od pierwszych dni gdy poznały się w szkole kadetów Klanu Wilka.
Iguanessa była jasnowłosą blondynką, nad wyraz spokojną, sumienną i zorganizowaną. Lubiła wszystko mieć zaplanowane i wszelkie odstępstwa od raz zatwierdzonego planu postępowania zawsze wprawiały ją w zły nastroj. Natomiast kruczowłosa Gosiatris, była typowym przykładem osoby wcielającej w życie maksymę carpe diem. Aż dziwne, że przy takim podejściu do życia zdecydowała się na karierę wojskową. W całym klanie słynne były jej podboje miłosne i figle, których doświadczali wszyscy Wilcy bez względu na wiek i posiadaną rangę. I chyba tylko przyjaźń z Iguanessą , która, jak to zawsze podkreślała, po raz ostatni wybawia ją z kłopotów, sprawiła, że udało jej się pozytywnie ukończyć szkolenie.

Wizzoteriks chciał włączyć się w radosną rozmowę młodych kobiet, gdy nagle jego wzrok spoczął na trzech mężczyznach po drugiej stronie sali, bacznie obserwujących grzejącego się przy kominku żebraka. Na ich widok twarz mu poszarzała, oczy zaczęły ciskać błyskawice a dłonie kurczowo zacisnęły się na blacie stołu. To uczucie nigdy go nie myliło. Wyćwiczony w licznych bitwach, burdach, pojedynkach instynkt, podsycany wspomnieniami z młodości, cedził mu do ucha, że ma przed sobą łowców niewolników. Iguanessa i Gosiatriks natychmiast zauważyły nagłą zmianę nastroju swojego dowódcy a zapewne znając nie tylko przyczynę tej zmiany ale doskonale orientująjąc się jakie mogą być jej konsekwencje natychmiast przerwały swoją wesołą konwersację. One również dostrzegły łowców niewolników.

- Wizzoriksie - rzekła Iguanessa – pamietaj ze jesteśmy w Zir i nawet to, że jesteśmy Wilkami nie uchroni nas od kary gdybyś wszczał bójkę z tymi draniami.
- Wiem - wycedził przez zęby Wizzoteriks - i tylko świadomość tego powstrzymuje mnie przed pogadaniem z nimi.
- Chodźmy lepiej już spać - pośpiesznie dodała Gosiatriks - bo jutro czeka nas daleka podróż a teraz w powietrzu jakby zapachniało bardzo dużymi kłopotami. Poza tym nie chciałabym dzisiejszej nocy marznąć.
Mówiąc to Gosiatrix zalotnie i prowokująca spojrzała na swojego dowódcę.
- Poczekajmy chwilę - szepnął Wizzoteriks - ci łowcy coś za bardzo obserwują tego żebraka. Ciekawe dlaczego on ich tak interesuje.
- Wydaje ci się, Wizzoteriksie - odparła Iguanessa – myślę, że najlepiej zrobimy idąc już spać.
Jednakże ton jej wypowiedzi świadczył iż sama nie wierzyła w skuteczność swojej perswazji.
- Na prawilka Atleusa - szepnęła jej do ucha Gositriks – mrowienie w moich lędźwiach zawsze zapowiadało burzliwą noc. Zazwyczaj to był seks a dziś czuję, że to będą wielkie kłopoty.

Tymczasem żebrak, nieświadom tego iż jest bacznie obserwowany, spokojnie rozgrzewał swoje zmarznięte członki, dziękując wszystkim bogom tego świata za możliwość spędzenia dzisiejszej nocy przy gorącym kominku. Jednakże jego radość nie trwała zbyt długo, gdyż karczmarz kazał mu się natychmiast wynosić z karczmy na dwór. Żebrak zmierzył karczmarza dumnym wzrokiem i posłuszny jego woli pospiesznie wyszedł z karczmy. Za nim udali się obserwujący go mężczyźni.

- Muszę sprawdzić dlaczego ci dranie tak się interesują tym żebrakiem, a wy moje drogie idźcie do izby i zajmijcie ufortyfikowane pozycje w swoich łóżeczkach. Dziś w nocy przeprowadzę szkolenie z taktyki walki obronno-zaczepnej - rzekł pospiesznie Wizzoteriks udając się w kierunku wyjścia.

Na dworze panował mrok i hulał zimny wiatr. Oswoiwszy się z ciemnością Wizzoteriks bacznie się rozejrzał na prawo i lewo, lecz nie dostrzegł ani łowców niewolników ani żebraka. Do jego uszu nie dotarły tez żadne niepokojące odgłosy. Ruszył w kierunku głównej bramy miasta. Po 50 krokach gdy zdecydował się wrócić do swoich towarzyszek usłyszał stłumiony jęk. Wizzoteriks zastygł w bezruchu bacznie nasłuchując... Wokół zaległa cisza i tylko z karczmy dochodziły głosy nocnej biesiady. Odczekawszy jeszcze chwilę bacznie wsłuchiwał się w odgłosy nocy. Nie usłyszawszy żadnych podejrzanych odgłosów już miał wrócić do karczmy, gdy w odległej o 30 kroków opuszczonej stodole dostrzegł słabe światełko. Wiedziony dziwnym przeczuczuciem, że to co przez moment usłyszał nie było wytworem jego wyobraźni skierował się w stronę stodoły.
Bezszelestnie i cicho, jak duch przechadzający się po krużgankach nawiedzonego zamczyska, Wizzoteriks zbliżał się do stodoły. Dotarłszy tam znalazł dziurę w w jednej z desek tworzących ścianę stodoły i ostrożnie zaczął się rozglądać po jej wnętrzu. Instynkt wojownika i tym razem go nie zawiódł.
Na klepisku po przeciwległej stronie, stało trzech mężczyzn. Dwóch z nich o czymś cicho rozmawiało a trzeci oświetlał latarnią leżącego na ziemi człowieka, którego krępowało dwóch innych napastników.
Napastnicy uzbrojeni byli w pałki i sztylety i tylko u dwóch zauważył miecze pieczołowicie schowane pod płaszczami.
Wizzoteriks spokojnie zlustrował sytuację, ciesząc się w duchu z tego iż kazał swoim towarzyszkom iść spać. W świetle rzucającej słabe światło lampy dojrzał dużą wyrwę w ścianie przez którą swobodnie mógł się przecisnąć dorosły człowiek. Tam tez skierował swoje kroki, starając się aby nie nadepnąć na jakiś patyk, który mógłby zdradzić jego obecność. Podświadomość polującego wilka opracowywała już plan ataku. Intuicja podpowiadała mu, że tylko gdy uda mu się wykorzystać zaskoczenie ma szanse na to aby wyjść z tej walki żywym. Nigdy jeszcze w swoje dotychczasowym życiu nie stawał sam przeciw sześciu napastnikom. Wiedział, że zdecydowanie góruje nad nimi doświadczeniem i wyszkoleniem, ale przewagę tę niwelowała ich przewaga liczebna.
Wizzetoriks wyjął z pochwy swój miecz, do prawej ręki wziął sztylet i gdy znalazł się w odległości 6 kroków od napastników zaatakował cicho i błyskawicznie. Ciśnięty wprawną ręką sztylet wbił się po rękojeść w gardło pierwszego napastnika i nim łowcy niewolników zdołali uświadomić sobie grożące im niebezpieczeństwo jednym uderzeniem miecza roztrzaskał głowę drugiemu. Lecz łowcy niewolników szybko otrząsnęli się z zaskoczenie i rzucili się wszyscy na niespodziewanego napastnika. Walka rozgrywała się bez słów, w ciszy przerywanej tylko szybkimi oddechami walczących. Wizzoteriks zgrabnym piruetem wyminął atakującego go przeciwnika, odparował cios miecza godzący w jego głowę. Katem oko dostrzegł zachodzącego go z tyłu przeciwnika uzbrojonego w długi sztylet. Odskoczył w bok i jak drwal ścinający drzewo, oburącz zadał potężny cios w plecy. Jeszcze wykonał jeden piruet unikając cięcia miecza. W momencie gdy szykował się do zadania kolejnego śmiertelnego ciosu nagle cały świat zawirował wokół niego. Potężny cios pałką wymierzony w jego głowę tylko dzięki wyrobionemu wieloletnimi ćwiczeniami unikowi nie roztrzaskał jego czaszki lecz był na tyle silny aby zamroczyć Wizzoteriksa. W ostatnim akcie rozpaczy i determinacji, instynktownie dźgnął mieczem napastnika i osunął się na kolana oczekując dalszych ciosów. W tym samym momencie powietrze przeciął świst dwóch strzał i dwóch kolejnych napastników padło nieżywych na ziemię. Do stodoły wpadły Iguanessa i Gosiatriks szyjąc ze swoich łuków do łowców niewolników. Niespodziewana odsiecz odebrała łowcom chęć do dalszej walki i porzucając swoje ofiary skoczyli do dziury w ścianie aby wydostac się z matni. Jednemu z nich udało się uciec drugiego dopadły strzały wilczyc.
- Kurwa – wysyczała Gosiatriks pomagając podnieść się z ziemi zakrwawionemu Wizzoteriksowi - wiedziałem ze tak będzie. Czy ty zawsze musisz, kurwa, pakować się w takie tarapaty i nadstawiać swój głupi wilczy łeb w każdej bójce. Nie mogłeś odpuścić i nie narażać ani siebie ani nas???? Zabierajmy się stąd natychmiast i spieprzajmy tam gdzie nie doścignie nas zemsta kapłanów Zir, o ile jest takie miejsce na świecie.
- Jeden uciekł - rzekła powracająca z pogoni za ostatnim łowcom Iguanessa - może sprowadzić tu swoich kompanów, bo coś mi się wydaje ze ten żebrak nie jest zwykłym żebrakiem skoro zdecydowali się na ten krok.
- Kazałem wam przecież czekać na mnie w karczmie - rzekł oschle Wizzoteriks, ale zdając sobie sprawę, że ich nieoczekiwane przybycie uratowało mu życie rzekł pojednawczo - Dzięki za odsiecz, a skoro stało się to co się stało przypatrzmy się bliżej temu żebrakowi. Iguanesso obserwuj czy nikt nie nadchodzi.

Wizzoteriks podszedł do leżącego żebraka i rozciął mu więzy a następnie przekręcił go na plecy i oświetlił jego twarz. W słabym świetle lampy ujrzał brudną i pokrytą gęstą i długą brodą twarz czterdziestoletniego mężczyzny. Dziwne, pomyślał Wizzoteriks przyglądając się nieznajomemu, ale mam wrażenie że tę twarz już kiedyś widziałem.
- Przeszukajmy go, być może to co znajdziemy pomoże nam wyjaśnić tajemnice tego człowieka - szepnęła Gosiatriks, która właśnie przykucnęła przy żebraku.
Wprawnymi ruchami odchyliła poły siermiężnego kaftana macając palcami każdy centymetr materii w nadziei na znalezienie odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Wizzoteriks przysunął bliżej lampę i nagle oboje staneli jak porażeni. W słabym świetle lampy na piersiach nieznajomego ujrzeli tatuaż przedstawiający atakującego tygrysa.
- Na prawilka Alteusa - wyszeptała biała jak kreda Gosiatriks - On jest Tygrysem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Poezjarozrywka i zycie towarzyskie Strona Główna -> Totem Klanu Tygrysa Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin